Strony

wtorek, 29 stycznia 2019

Rozdział szesnasty - Epilog


Trzy lata później

Jason POV:

Pogoda w Nowym Jorku pozostawiała wiele do życzenia, a na obrzeżach mogłem pomarzyć o odśnieżaniu tony śniegu. Miałem nosa kupując terenówkę, która świetnie radziła sobie z takimi ilościami białego puchu, inaczej utknęlibyśmy na zadupiu, całkowicie odcięci od świata. Przywykłem do tego, że grudzień to niemal walka o przetrwanie, ale Nila uwielbiała śnieg i lepienie bałwana. Kiedy byliśmy na wyspie, wspominała, że chciałaby zamieszkać gdzieś, gdzie jest ciepło. Cóż, małe miasteczko pod Nowym Jorkiem było całkowitym przeciwieństwem ciepła, ale przywykła i pewnego dnia wyznała, że nie zamieniłaby tego na nic innego. Jej szczęście było dla mnie najważniejsze, a skoro jej się tutaj podobało, nie zamierzałem tego zmieniać.

Minęło trzy lata od wydarzeń na wyspie. Od naszego cudownego ślubu i incydentu z Enzo. Czy podarowałem mu życie? Oczywiście, że to kurwa zrobiłem! Jak mógłbym postąpić inaczej, skoro Nila wypowiedziała tak ważne dla mnie słowa? Kochałem ją najmocniej na świecie i chociaż wkurzało mnie to, zraniłbym ją, zabijając Enzo. Łączyła ich jakaś niezrozumiała dla mnie więź, ale nie chciałem wiedzieć nic więcej.
Skoro Nila zapewniła mnie, że go nie kocha, nie pozostało mi nic innego, jak jej uwierzyć. Poza tym Enzo zniknął, ślad po nim zaginął i od trzech lat nie kontaktował się z żadnym z nas. Tak było lepiej dla niego. Zdradził mnie w okrutny sposób, uciekając z Nilą, a potem wracając po nią, jakby miał do tego prawo. Wtedy, w tej cholernej piwnicy, chciałem go zabić, pragnąłem tego każdą częścią ciała, ale prawda była prosta. Nawet gdyby nie pojawiła się Nila, nie potrafiłbym pociągnąć za spust. Kochałem Enzo jak brata, był mi bliski, dawniej ufałem mu, powierzałem sekrety, a jego śmierć złamałaby mnie na kawałki. Może i byłem skurwielem, ale rodzina była dla mnie na pierwszym miejscu. Przyłapałem się nawet na rozmyślaniu o miłości, którą Enzo obdarzył Nilę. Nie powinien mieć do niego o to żalu, bo serce nie sługa, czasami zaczyna bić szybciej dla kogoś, dla kogo nie powinno. Tak było w jego przypadku. Spóźnił się, Nila należała do mnie i nie zamierzałem z niej zrezygnować. W imię tej miłości prawie stracił życie.


Ja w imię miłości do mojej żony robiłem spore postępy w trzymaniu swoich zasad na wodzy. Złościłem się zdecydowanie mniej, ale to była jej zasługa. To ona była idealna, to ona mnie zadziwiała i to ona dawała mi cel w życiu. Chciałem być dla niej dobrym mężem, każdego dnia uczyłem się czegoś nowego, a Nila chwaliła mnie, jakby naprawdę była ze mnie dumna. To dodawało mi siły i chęci, aby nadal nad sobą pracować i dać jej to, na co zasługiwała. Enzo miał rację. Pewnego dnia powiedział mi, że mojego ojca już nie ma, a ja mogę żyć tak, jak chcę. Wziąłem sobie te słowa do serca i codziennie pokazywałem Nili, że mogę być innym człowiekiem. Na początku średnio mi wierzyła, ale z całych sił chciałem jej to udowodnić  i zorganizowałem spotkanie z jej rodzicami oraz bratem. Była tak uroczo zszokowana, że aż nie mogłem odwrócić od niej wzroku. Zabrałem ją do Chicago, aby mogła się z nimi spotkać, ale wszystko dokładnie obmyśliłem, aby przy okazji nie wpaść w ręce policji i nie pożegnać się z wolnością. Może plan był ciut szalony, ale skuteczny. Colton mi w tym pomógł, dzięki czemu moja żona mogła spotkać się z rodziną, porozmawiać, wypłakać się i wyściskać ich z tęsknoty. Kiedy mnie zobaczyli, byłem pewny, że poleje się krew... dużo krwi. Ojciec Nili prawie mnie zamordował, ale moja mała kruszyna wkroczyła do akcji i uspokoiła go. Spędziliśmy ze sobą cały dzień, a pod koniec dnia jej mama mnie przytuliła i powiedziała mi coś ważnego. Mimo tego, że nienawidziła mnie za to, że zabrałem jej córkę, uwięziłem i nie dałem wyboru, widziała, jak bardzo się kochamy i tylko dlatego postanowiła mnie zaakceptować. Poprosiłem ich
o szansę na udowodnienie, że przeszłość jest już przeszłością, a dla Nili jestem w stanie zrobić wszystko. Od tego dnia spotykali się regularnie. Bałem się, że mogą wszystko zniszczyć i donieść na mnie na policję, dlatego po raz ostatni postanowiłem zachować się według własnych zasad. Ostrzegłem ich, że jeśli taki pomysł przyjdzie im do głowy, nigdy więcej nie zobaczą Nili. Jej ojciec był potwornie wkurwiony, patrzył na mnie spod byka i nie dowierzał, że te słowa przeszły mi przez gardło. Cóż, znał moje możliwości. Zabrałem mu córkę dwa razy, trzeci nie byłby dla mnie problemem, chociaż wcale nie miałem na to ochoty. Jej matka wzięła sprawy w swoje ręce i przysięgła, że nic takiego nie będzie miało miejsca, dopóki będą mogli spotykać się z córką. I spotykali się, z czego Nila była ogromnie zadowolona.



Nila POV:
Zakładam białą, puchową kurtkę, traperki i biorę Modżo pod pachę. Pogoda dzisiaj nie sprzyja, jest mroźno, wietrznie i wilgotno, ale to nie powstrzymuje mnie od popołudniowego spaceru z moim pupilem. Podrósł znacząco, od kiedy go kupiliśmy, jednak był jeszcze słodszy, o ile to możliwe. Traktowałam go niemal jak własne dziecko, co wiele razy bawiło Jasona do łez. Nie moja wina, że posiadanie psa było moim nastoletnim marzeniem, a on spełnił je mimo tego, że wywinęłam mu numer z ucieczką. 
Nie wiem, co Jason opowiedział wam w swojej wersji, ale wysłuchajcie mojej, bo może was ciut zaskoczyć.

Po naszym ślubie Jason szybko zorganizował nowe miejsce do zamieszkania, bo już miesiąc później radośnie oświadczył, że wyjeżdżamy z wyspy. Byłam bardzo zaskoczona, ale i zadowolona. Co prawda to miejsce było piękne i ciepłe, ale miałam dość wody na bardzo długi czas. Możecie wyobrazić sobie moją minę, kiedy Jason zaparkował samochód w małym miasteczku pod Nowym Jorkiem, przy pięknym, białym domu z grafitowym dachem. Oczywiście był zbyt duży jak na nasze potrzeby, ale nie skomentowałam tego faktu, bo widziałam, był bardzo jest szczęśliwy. Naprawdę się postarał i poprowadził mnie do naszego nowego domu, w którym zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Mimo tego, że to nie był ciepły kraj,
w którym chciałam zamieszkać, od tego momentu wcale mi to nie przeszkadzało. Pokochałam salon i kominek, przy którym grzałam się w zimowe wieczory, otulona kocem i z kubkiem gorącego kakao w dłoni. Pokochałam naszą sypialnię, która była jasna i przytulna. Pokochałam kuchnię, w której gotowaliśmy razem, wiele razy obsypując się mąką i robiąc niezły syf. Dzień po dniu czułam się tutaj coraz lepiej, a teraz nie wyobrażałam sobie, abym była gdziekolwiek indziej. Chciałam być tutaj, z nim.

Po ślubie i wydarzeniach z Enzo Jason po raz pierwszy pokazał mi swoją miłość oraz zaufanie. Kiedy on przygotowywał wszystko do naszej przeprowadzki, ja byłam w... domu. W Chicago, z moimi rodzicami i bratem. Szok, prawda? Nigdy nie spodziewałabym się po Jasonie takiego kroku, ale po tym, jak kochaliśmy się pół nocy, oświadczył, że nic oprócz mnie się dla niego nie liczy i chce mi to pokazać. Tysiąc razy obiecywał, że nasze życie się zmieni, że on sam się zmieni i będzie traktował mnie tak, jak na to zasługuję. Na początku mu nie uwierzyłam, bo nie oszukujmy się, Jason to Jason i miał całkiem sporo za uszami, ale tym prezentem skradł moje serce i przepadłam na amen. Jeśli wtedy miałam jakiekolwiek wątpliwości odnośnie mojego uczucia do niego, wszystko rozmyło się niczym poranna mgła. Przez pewien czas, dokładnie od momentu, w którym oświadczył, że się pobieramy, po mojej głowie przeszło solidne tornado, niebezpiecznie chwiejąc moim umysłem. Nie byłam gotowa na tak poważne zmiany, ale Jason nie pozostawił mi wielkiego wyboru. Mój opór nie zrobił na nim wrażenia, więc tak czy siak, zostałam jego żoną. Nie żałowałam tego, ale wtedy bardzo się bałam. Stworzyłam w swojej wyobraźni dwie Nile, które miały dwa życia. Nila "przed" Jasonem swojego czasu była silna, odważna i walczyła, ale jeszcze nie wiedziała, na jak godnego trafiła przeciwnika. Na jej drodze stanął chłopak o włosach niemal białych jak śnieg i najbardziej błękitnych oczach na świecie. Nila "przed" Jasonem obdarzyła go zalążkiem uczucia, oddała mu nawet swoje ciało, nie wiedząc wtedy, że to zaprowadzi ich donikąd. Nila "po" Jasonie była nieco zagubiona, zmanipulowana i bezbronna. Nie chciała walczyć, nie chciała zasłużyć na karę i robiła wszystko, aby jej ukochany był z niej dumny. Wiedziała, że tylko posłuszeństwem zaskarbi sobie jego uznanie. Aż nagle i w nim przeszła jakaś zmiana. Przebudził się z jakiegoś dziwnego koszmaru, w którym tkwił od śmierci rodziców i zaczął się... starać. Był lepszą wersją siebie samego, a ja nie dowierzałam, że kiedykolwiek nastanie ten dzień, kiedy uświadomię sobie, kim on naprawdę dla mnie jest. 


Czas spędzony z rodzicami był dla nas swego rodzaju próbą. Chwilą odseparowania od siebie, oddechu, sprawdzenia, czy nasze uczucie faktycznie jest prawdziwe i mocne. Te dwa tygodnie utwierdziły mnie w przekonaniu, że kocham Jasona całym sercem i pragnę do niego wrócić jak najszybciej. Nie było już Nili "przed" i "po" Jasonie, była prawdziwa Nila i prawdziwe uczucie, którym go obdarzyła. I mimo tego, że na początku naszego związku był skurwielem, bo nie oszukujmy się, napsuł mi wystarczająco dużo krwi, był też dupkiem, zabrał mnie z domu i przywłaszczył jak zabawkę, teraz to nie miało znaczenia. Byłam szczęśliwa, zakochana i chciałam spędzić z nim resztę swojego życia. Zapewniałam rodziców po tysiąc razy, że nie dzieje mi się żadna krzywda, że to przeszłość, że teraz jest czas na szczęście, nie smutek. Patrzyli na mnie z dozą niepewności, próbując przekonać mnie do rozwodu i powrotu do domu. Wciąż powtarzali, że jestem zbyt młoda, że to nie tak powinno wyglądać, że Jason mnie zmanipulował i nie wiem, co myślę. Prawda była zupełnie inna. Kochałam go i nic nie było w stanie tego zmienić.

Modżo próbuje podskakiwać w śniegu, ale jest na to zbyt niski, przez co wpada do środka i piszczy o pomoc. Kręcę głową, przewracam oczami i wyjmuję go z zaspy. Patrzy na mnie nieszczęśliwy i robi te smutne oczka, którymi zawsze rozmiękczał moje serce. Wiedziałam, że mały cwaniak nie znosi zimny.
- Zrób siku i spadamy. Nie patrz tak na mnie - cmokam go w głowę i odstawiam na miejsce, gdzie jest trochę mniej śniegu. Kiedy zaczyna biegać jak obłąkany, na podjazd wjeżdża Jason. Zdziwiło mnie, że nie powiedział mi dokąd jedzie i w dodatku zabrał większy samochód, co było bardzo podejrzane - Pan wrócił, chodź misiu - cmokam na niego, biegnie w stronę samochodu, a kiedy tylko Jason wychodzi, bierze go na ręce - Co zajęło ci tyle czasu? Nie było cię pół dnia - psioczę niezadowolona. Jason uśmiecha się, całuje mnie w nos i mocniej naciąga czapkę na moje uszy - Obyś kupił mi czekoladę. Inaczej będę niezadowolona.
- Och, nie byłem na zakupach - marszczy brwi, drapiąc się po brodzie - Ale mam dla ciebie coś innego. Myślę, że będzie w stanie zastąpić czekoladę - puszcza mi oczko, rozsuwa drzwi, a ze środka wypadają chłopcy. Piszczę jak nienormalna, podskakując w miejscu. Nie widziałam ich kilka miesięcy, a ich widok szczerze mnie cieszy! - Niespodzianka, brzoskwinko. Przywiozłem ci trochę rozrywki na kilka dni.
- O mój Boże! Nie wierzę! Co wy tutaj robicie?! - piszczę z zaskoczenia, kiedy Colton porywa mnie na ręce.
- Serio, Nila? Serio?! Ktoś ma jutro urodziny, prawda? - gwałtownie przekręcam głowę, wybałuszając oczy.
- Chyba nie myślałaś, że zapomniałem, hmm? - Jason odbiera mnie od przyjaciela, przytula do siebie i odgarniam kosmyk włosów wystający spod czapki - To twoje dwudzieste drugie urodziny, maleńka. Trzeba to uczcić, a w takim dniu muszą być wszyscy, których kochasz, prawda? Twoi rodzice będą za tydzień.

- Dziękuję, dziękuję, dziękuję - całuję go po twarzy, nie zwracając uwagi na śmiechy chłopców. Byłam cholernie podekscytowana na spędzenie czasu z chłopakami, Laurą i Harper. Będzie wspaniale.

Wieczorem, kiedy stoję na przeszklonym patio i patrzę na spadający śnieg, dołącza do mnie Colton, wręczając kubek z gorącym kakao. Uśmiecham się do niego z wdzięcznością, ogrzewam dłonie i upijam łyczek. Lubiłam Coltona jak i resztę chłopców, oraz Laurę i Harper, która ogarnęła się i odpuściła Jasonowi. Jednak Colton miał w moim sercu specjalne miejsce. Minęło trzy lata od wydarzeń na wyspie, ale do tej pory nie wyjawił naszej tajemnicy, którą obiecał zatrzymać dla siebie. Jason nie wiedział, że zadzwoniłam do Enzo, na czym przyłapał mnie stojący obok chłopak. Oboje wiedzieliśmy, że wtedy skończyłoby się to dla mnie bardzo źle, a mimo to Colton nie sprzedał mnie, chociaż Jason był dla niego jak brat.
- Zdaję sobie sprawę z tego, że to już przeszłość - zaczyna cicho, oglądając się przez ramię i upewniając,  że nie mamy podsłuchu - Ale chciałem ci coś powiedzieć - wzdycha, staje przede mną i patrzy mi w oczy. Cholera, powinnam się bać? - Wtedy, przed waszym ślubem... to ja powiedziałem Enzo, gdzie jesteśmy - rozdziawiam usta, nie dowierzając, że Colton naprawdę to zrobił - Po twoim telefonie wydzwaniał do mnie bez przerwy, błagał, żebym pozwolił mu na zobaczenie ciebie ponownie. Nie zgodziłem się, ale skurczybyk nie odpuszczał - przewraca oczami, a ja się uśmiecham i chwytam jego dłoń, ściskając mocniej - Nie spodziewałem się, że odwali taki numer, przysięgam. Znałem Enzo bardzo długo, to dobry chłopak, o czym oboje wiemy, po prostu nieszczęśliwie się zakochał i miał nadzieję, że będzie w stanie coś zdziałać, zabrać cię od Jasona. Cóż, trafił mu się bardzo mocny przeciwnik - puszcza mi oczko, czym mnie rozwesela. 

- To prawda. Jason jest uparty, nie poddaje się, ale kocha mnie, a ja kocham jego. Czas pozwolił nam na uporanie się ze wszystkim i jak widać, udało nam się i jesteśmy szczęśliwi. Wiem, że Enzo to dobry chłopak, chciał dla mnie dobrze i próbował zwrócić mi moje utracone życie. Wiele dla mnie ryzykował.
- Dla miłości robi się szalone rzeczy. Powiem ci coś, ale proszę, aby to zostało między nami. Możesz to dla mnie zrobić? - natychmiast wystawiam mały palec, a Colton marszczy brwi - Serio, Nila? Obietnica na mały palec? - prycha rozbawiony, ale robi to samo, co ja - Jason pewnie nie były zadowolony, ale... mam kontakt z Enzo przez cały czas - och! Zaskakuje mnie tym, a moje serce podskakuje. Nie miałam o nim wieści od trzech lat, ale wieczorami modliłam się, aby był gdzieś daleko, bezpieczny i szczęśliwy. Zasługuje na to - Dzwonimy do siebie regularnie, pyta o ciebie, a ja zapewniam go, że jesteś szczęśliwa i kochana. Cóż, on również znalazł dziewczynę, właściwie miesiąc temu urodziło mu się dziecko; syn - przykładam dłoń do ust, a w moich oczach błyszczą łzy wzruszenia. Colton wyjmuje telefon, klika kilka razy i pokazuje mi zdjęcie, na którym jest mój przyjaciel, jego dziewczyna i maleńki chłopczyk. Wyglądają pięknie! Uśmiechają się szeroko, a w oczach mojego przyjaciela dostrzegam ogromną miłość do dziewczyny, którą obejmuje. Jest prześliczna. Długie, brązowe włosy falami opadają na jej ramiona, a ciemne oczy podkreślają jej delikatną urodę. Pasują do siebie idealnie - Jest zakochany i szczęśliwy. Jest w Europie, razem Antonellą i Leo.
- Tak bardzo się cieszę. Bałam się o niego, a on tak świetnie sobie poradził - ocieram pojedynczą łzę, nie spuszczając wzroku ze zdjęcia. Moje serce raduje się szczęściem mojego przyjaciela. Mogę spać spokojnie.




K  O  N  I  E  C




**************************************
Hello! :)
Kto się spodziewał epilogu? :D
Ktoś, kto już mnie trochę poznał, wie, że ja nie z tych, co przeciągają w nieskończoność. Nila i Jason
wiele przeszli, więc zasłużyli już na święty spokój :P

Oczywiście dziękuję każdej z was za miłe słowa, komentarze, wsparcie. To niesamowite, że niektóre osoby są tutaj ze mną od lat i nadal czytają moje wypociny :D

Na razie zostajemy z "Gdybyś nie istniała", jutro pojawi się rozdział i prologi nowych opowiadań, które piszę. W zapasie mam jeszcze jedno opowiadanie, które prawie skończyłam, a które już wam pokazywałam. Może je wcześniej puszczę w obieg.

No nic, to tyle.
Jeszcze raz DZIĘKUJĘ i ściskam was mocno!